"Misie, miśki, niedźwiadki" - wywiad z Małgorzatą Potocką

05.02.2021

Sześć ilustratorek i jedna autorka tekstu, która jest także pomysłodawczynią tego projektu. Każda z artystek prezentuje inny styl, pracuje w inny sposób. Mogłoby się wydawać, że gdzie ilustratorek sześć, tam nie ma spójności, ale wyszukiwanka „Misie, miśki, niedźwiadki” przeczy temu stwierdzeniu.

Katarzyna Bajerowicz – farby i kredki. Magdalena Kozieł-Nowak – gwasze, czyli specjalne wodne farby. Ewa Poklewska-Koziełło – włóczki, pudełka, papier. Jola Richter-Magnuszewska – wycinanki z papieru.  Elżbieta Wasiuczyńska – szycie. Agnieszka Żelewska – wycinanki i malowanie. To sposoby, jakimi artystki stworzyły ilustracje do książki „Misie, miśki, niedźwiadki”. Koordynatorką projektu i autorką tekstu jest Małgorzata Potocka, która zgodziła się opowiedzieć o tym, jak powstawała ta niezwykła książka.


Skąd inspiracje na powstanie książki, która jest zilustrowana przez sześć ilustratorek?

Pomysł na książkę o misiach powstał już kilka lat temu, z miłości do tych pluszowych przyjaciół, a szczególnie do pewnego misia o imieniu Kaziu, który był prezentem od przyjaciółki dla naszego nowo narodzonego syna Antka. I tak Kaziu ma już 14 lat, a książka o misiach właśnie się narodziła.
Natomiast pomysł, aby zaprosić do projektu kilka twórczyń powstał dwa lata temu. Podzieliłam się tą myślą z jedną z moich ulubionych Ilustratorek - Jolą Richter-Magnuszewską, która stwierdziła, że to doskonały pomysł i tak zaczęłyśmy się bardzo krótko zastanawiać, kogo zaprosić do naszego misiowego zespołu. Poproszone panie – Elżbieta Wasiuczyńska, Agnieszka Żelewska, Ewa Poklewska-Koziełło, Magdalena Kozieł-Nowak i Katarzyna Bajerowicz, no i oczywiście Jola Richter-Magnuszewska – podeszły do propozycji z wielkim entuzjazmem. Była jeszcze jedna cudowna Ilustratorka, ale ostatecznie nie wzięła udziału w naszym projekcie, dlatego na końcu książki właśnie w miejscu zarezerwowanym dla niej, powstała misiowa zabawa.
A później na Targach Książki w Krakowie podzieliłam się tym pomysłem z panią Moniką Kalinowską, redaktor naczelną Wydawnictwa Olesiejuk, która od razu zainteresowała się tym projektem. I tak to wszystko się zaczęło…


Jak wyglądała praca nad tekstem. Najpierw powstały ilustracje czy treść?

Najpierw powstał pomysł na to, jak książka ma wyglądać: ma być duża, kartonowa, każda z pań zaprojektuje swoją rozkładówkę, czyli dwie strony w książce. Wymyśliłam tematy, nakreśliłam formę (wyszukiwanka z dużą liczbą szczegółów) i dałam zupełnie wolną rękę ilustratorkom. Tekst powstał już do gotowych ilustracji – i to się sprawdziło. Dopasowałam też tematy do poszczególnych artystek. Wiedziałam, że misiową galerię świetnie stworzy pani Ela Wasiuczyńska, a Kasia Bajerowicz namaluje cudną fabrykę misiową w krainie Świętego Mikołaja.


Czy koordynowanie tak rozbudowanego projektu jest trudne? Jak to wyglądało?

Nie, to nie było trudne. Jak pracuje się w tak życzliwym, przyjaznym zespole, zarówno autorskim, jak i z ramienia wydawnictwa, to można to nazwać tylko przyjemnością. Wszystkie sprawy rozwiązywałyśmy wspólnie, godząc się na „przeróżne kompromisy”. Osobiście też nauczyłam się wielu nowych rzeczy, za co jestem niezmiernie wdzięczna moim współautorkom z Misiowej Drużyny.
 
 
Pytania od czytelników z Instagrama i Facebooka:


Czy nie bałaś się, że sześć rodzajów ilustracji stworzy za duży misz-masz?

Obawiałam się i gdy wymyśliłam taką formę, chciałam się tą szaloną myślą z kimś podzielić, poradzić się. Jola Richter-Magnuszewska powiedziała mi wtedy, że to dobry pomysł, trzeba zrobić coś innego. Przy okazji chciałyśmy pokazać dzieciom, że ilustracje do książki można stworzyć różnymi technikami, np. uszyć, wyciąć, namalować farbami lub zaprojektować i wykonać w programie graficznym. Bałyśmy się, jak przyjmą to mali czytelnicy. I powiem szczerze, że cały czas podświadomie czekam na jakiś krytyczny głos w tej sprawie, ale jak na razie, na szczęście, nic takiego do mnie nie dotarło.
Mam wrażenie, że pomimo różnych technik i stylów, udało się stworzyć spójną całość. Starałyśmy się też dobrać kolory, aby przejście z jednej strony na kolejną następowało w naturalny sposób. Poszczególne ilustracje wcześniej też pokazywałam znajomym dzieciom. Bardzo ważne były dla mnie ich opinie. Dzieci widzą rzeczy, których my, dorośli, czasem już nie dostrzegamy.

Jak dobrałaś ilustratorki do tej pracy? Jakimi kryteriami się kierowałaś?

Pomyślałyśmy o tych właśnie osobach, bo łączą w sobie niezwykły talent z wielką życzliwością i skromnością. To cudowne, radosne Artystki, z którymi zaszczyt było współpracować.  
 


Rozmowę przeprowadziła Patrycja Herbut

 

Książkę "Misie, miśki, niedźwiadki" można kupić na swiatksiazki.pl >>KLIK<<

<- Back to: Wiadomości